Sukces terapii widzenia z RemmedVR: Historia Krzysztofa

Osłabione widzenie przestrzenne lub jego brak ogranicza wybór zawodu wielu młodych ludzi. Historia Krzysztofa to właśnie jedna z tych, gdzie widzenie stało na przeszkodzie do wymarzonego zawodu.

Zawsze byłem ciekawy świata i szukałem mało uczęszczanych ścieżek, niekoniecznie łatwych do przebycia. Przez długi czas nie miałem pomysłu na siebie, a podejmowane prace były raczej kwestią przypadku. I tak kończąc swoją przygodę z branżą ubezpieczeniową, we wrześniu 2016 roku jechałem z moim Tatą na szkolenie. W takcie podróży natrafiliśmy na wypadek, byliśmy pierwsi na miejscu. Zdarzenie było dosyć przykre w skutkach, ponieważ obrażenia jednego z uczestników, skutkowały jego śmiercią. Pamiętam, że akcja ratownicza zrobiła na mnie ogromne wrażenie! Starałem się pomóc jak mogłem, nie stałem z boku. Pod koniec, gdy już sytuacja była w pełni opanowana, usłyszałem od jednego ze strażaków, że dobrze postąpiłem zatrzymując się i udzielając pomocy. To było świetne uczucie! Chciałem to robić zawodowo! Nie miałem wątpliwości, że to moja ścieżka.

Zorientowałem się w temacie wytycznych i wymagań. Na przygotowanie do rekrutacji miałem wtedy 9 miesięcy, więc całkiem sporo. Pierwsze wyzwanie stanowiły okulary na moim nosie – bardzo małe szkła plusowe i pryzmaty, które były głównym powodem ich noszenia. 
Pamiętam jeszcze w liceum, często przy czytaniu książek zamykałem jedno oko, bo mi przeszkadzało, czasami odczuwałem ból. Miałem też straszny światłowstręt. Często przeglądając jakieś zdjęcia z wakacji można było zauważyć, że zamykam jedno oko. Okulary okazały się rozwiązaniem tylko na pewien czas bo problem uciekającego oka nie ustąpił. Podczas moich przygotowań udałem się do okulisty, który stwierdził brak widzenia przestrzennego. Dostałem namiary na Centrum Optometrii i Terapii Wzrokowej w Poznaniu, gdzie na początku jesieni zacząłem terapię. Przyjeżdżałem co tydzień w czwartkowe popołudnia. Traktowałem to po prostu jako etap przygotowań, podobnie jak wiele innych treningów.
Początek był ciężki. Miałem stałego zeza i bardzo słabą kontrolę nad moimi oczami. Nie wychodziło mi nic. Wyniki pierwszego badania wskazywały, że to może się nie udać, ale jakoś to mnie nie zniechęcało. Pamiętam pierwsze tygodnie, gdzie żeby poruszyć oko, wkładałem tyle siły, że aż trząsłem się cały, całe ciało pracowało żeby poruszyć to oko! Minęło kilka miesięcy zanim udało mi się w końcu „zrobić zeza”, nauczyłem się patrzeć obojgiem oczu, a nie tylko jednym. Przestałem nosić jakiekolwiek okulary, gdyż czytanie i pisanie nie sprawiało mi już jakiegokolwiek problemu, nie musiałem zamykać oka. Światłowstręt minął, okulary przeciwsłoneczne przestały być koniecznością.

W międzyczasie nauczyłem się na nowo chemii i fizyki, aby napisać maturę po 3 latach, nauczyłem się pływać, pracowałem nad formą fizyczną. Ukończyłem kurs podstawowy Ochotniczej Straży Pożarnej i zostałem przeszkolony w zakresie pierwszej pomocy otrzymując tytuł Ratownika. Uzyskałem uprawnienia do prowadzenia ciężarówek i właśnie przy tym ostatnim pojawiła się ponownie kwestia widzenia. Podczas badań określających moją zdolność do prowadzenia pojazdów ciężarowych lekarka zwróciła uwagę na dwie rzeczy – miałem problem z rozpoznawaniem barw, to znaczy rozróżniam kolory podstawowe, ale jeśli chodzi o odcienie to już jest gorzej. Druga sprawa, najbardziej istotna, nie widzę przestrzennie, co mogłem interpretować w ten sposób, że mimo iż nie mam zeza, moje oczy są troszkę nieprawidłowo ustawione, przez co nie widzę tak jak powinienem. Nie przejąłem się tym w ogóle licząc, że moje „treningi” wzrokowe rozwiążą ten problem i z oczami będzie tak samo jak z moją sprawnością fizyczną. Ale z mózgiem i oczami jest nieco inaczej niż z nogami…

Podczas kwalifikacyjnych badań okulistycznych otrzymałem niezdolność do służby jako strażak – brak widzenia przestrzennego. To oznaczało koniec, 9 miesięcy walki na nic.
Odpuściłem temat Straży, długo nie potrafiłem się z tym pogodzić, a widząc na ulicy przejeżdżające pojazdy Straży Pożarnej chciało mi się płakać.
Podjąłem pracę jako kierowca ciężarówki, szukałem roboty w której nie będę musiał zbyt dużo myśleć. Życie bez marzeń było kiepskie.

Aby rozpocząć przygodę z Państwową Strażą Pożarną są trzy drogi:
nabór do Jednostki, która ogłasza zapotrzebowanie, Szkóła Aspirantów i Szkoła Główna Służby Pożarniczej. Wymarzyłem sobie Szkołę Aspirantów, gdzie limit wieku dla kandydatów to 25 lat, a moje 25-te urodziny wypadały właśnie w roku 2020! Uświadomiłem to sobie we wrześniu 2019 roku. Zaryzykowałem ten ostatni raz, bo mimo wszystko, gdzieś to z tyłu głowy cały czas za mną chodziło. Nigdy nie udało mi się „wyzdrowieć” z tego marzenia. Podjąłem decyzję, że spróbuję ten ostatni raz. Wybrałem się na wizytę do mojego optometrysty. Poczułem ten sam głód i chęć przezwyciężenia tych przeciwności. Wyniki ogólne były całkiem dobre, widzenie przestrzenne wciąż osłabione. Okazało się, że przez ten czas gdy ja byłem przekonany, że zrobiłem wszystko, pojawiło się całkiem nowe narzędzie terapii – gry w wirtualnej rzeczywistości. Brzmiało to dosyć zabawnie, ale dlaczego miałoby się nie udać?

Zacząłem terapię zeza z RemmedVR, która została zaplanowana na 4 miesiące. Każdego dnia, dwa razy dziennie przez pół godziny grałem w gry na VR. Notowałem ciągle swoje wyniki i ciągle walczyłem, aby je poprawiać. Co za tym szło, lepsze wyniki świadczyły o moim lepszym widzeniu. Pamiętam, że już po kilku dniach patrząc przez okno widziałem inaczej, patrząc na drzewa które były blisko i w dal na sąsiednie budynki inaczej widziałem tę przestrzeń, trudno opisać to słowami. Miałem wrażenie, że widzę więcej.
Samo granie nie było przykrym obowiązkiem, a zabawą, formą rywalizacji ze samym sobą (no i z Bałwanem!). W między czasie słuchałem audiobooków, by nie koncentrować się tak na kontrolowaniu moich oczu i dodatkowo utrudnić sobie trening. Lubiłem szczególnie grę gdzie misie swoją różdżką wyrzucały 4 owoce, a moim zadaniem było ułożyć je od najbliższego do najdalszego. Nie schodziłem ze skutecznością poniżej 75%. Ta gra dawała mi najwięcej informacji zwrotnej. Jeśli oczy były ustawione prawidłowo widziałem więcej, jeśli nie to mniej. Miałem cel, wiedziałem, że robię to dla siebie, dlatego nigdy nie przychodziło mi to z trudem.

Zatem nadszedł ten pamiętny dzień, 3 sierpnia 2020! Pamiętam jeszcze jak stałem przy przejeździe kolejowym, już niedaleko szpitala i sobie pomyślałem, że zrobiłem wszystko co mogłem, już nic teraz ode mnie nie zależy. Już raz przeżyłem to niepowodzenie. Byłem gotowy na wszystko. Wszedłem do gabinetu okulistycznego. Na początku były badania podstawowe, odczytywanie literek, badania w ciemni, trochę poświecili mi po gałkach, aż doszliśmy do badania widzenia przestrzennego. Co ma być to będzie! Lekarka otworzyła test. W tym dniu widziałem tak dobrze jak jeszcze nigdy! Widziałem wszystkie! Ponadto co było wymagane! Świadomość, że na początku mojej drogi nie było wcale mowy o powodzeniu, potem optometryczna terapia wzrokowa i jakiś płomyk nadziei, który później znowu został stłumiony, a potem terapia polegająca na graniu w gry, no brzmi to banalnie, ale to najlepsze co mogło mnie spotkać przygotowując się do służby i w drodze do spełnienia marzeń 🙂

Czytelniku, być może masz marzenie jak moje, może masz problemy przy czytaniu i pisaniu takie jak moje, albo ucieka ci oko. Nie raz wstydziłem się dodać jakieś zdjęcie widząc, że rozjechały mi się oczy. Szczerze i do bólu, to nie dodaje uroku człowiekowi, często wprowadza w zakłopotanie rozmówców bo nie wiedzą w które oko patrzyć (mój patent to patrzeć między oczy). Wiem ile trudu mnie to kosztowało, ale wiem też jak smakuje zwycięstwo i jak to niesamowicie ułatwia życie. Jestem bardzo wdzięczny optometrystce, którą spotkałem na mojej drodze. Zostałem strażakiem – spełniłem swoje marzenie, poprzez można by rzec banalne granie w gry. To brzmi naprawdę zabawnie, gdyby jeszcze zęby można było leczyć jedzeniem!

Postępowanie i dokładne informacje kliniczne można poznać czytając publikację Stereopsis deficiency treatment using virtual reality games in exotropic candidate for firefighter

Dorota Maciaszek
Dorota Maciaszek

Optometrysta i terapeuta widzenia. Lead Optometrist w zespole RemmedVR. Optometrist and vision therapist. Lead Optometrist on the RemmedVR team.

Przeczytaj również

14 lipca 2021

Skuteczność VR w terapii niedowidzenia – wyniki badań klinicznych

Jest! Nareszcie doczekaliśmy się wyników badania klinicznego, którego celem było porównanie efektywności terapii niedowidzenia z użyciem systemu VR ze standardem postępowania w niedowidzeniu, czyli z zasłanianiem oka. Materiały i metody Uczestnikami badania było pięćdziesięcioro dzieci w wieku 4-10 lat, u których zdiagnozowano niedowidzenie wynikające z różnowzroczności (czyli dużej różnicy wady wzroku między prawym i lewym […]

09 października 2020

Niedowidzenie – na ile godzin zasłaniać oko?

Gdy samo noszenie okularów nie przyniesie oczekiwanej poprawy należy sięgnąć po silniejsze środki. Wymuszenie wzmożonej pracy leniwego oka osiąga się przez zasłonięcie oka silniejszego. Jest to standard, który w połączeniu z noszeniem okularów ma na celu poprawę widzenia niedowidzącego oka. Przyjęło się, że skuteczne leczenie niedowidzenia jest możliwe tylko do 7 roku życia. Neuroplastyczność mózgu […]

gra-vr-terapia-niedowidzenia-zeza-morski-wyscig
19 sierpnia 2020

TERAPIA NIEDOWIDZENIA I ZEZA W GRACH VR – Morski Wyścig

Gra jest ustawiana i nadzorowana przez specjalistę ochrony wzroku, który zaleca ją po pełnej diagnostyce w gabinecie. To ekscytujące, że gry wideo są narzędziem medycznym! W grze Morski Wyścig gracz musi dogonić rozgwiazdę sterując rybką. Wymaga to nie lada precyzji i koncentracji. Na trasie pojawiają się czarne jeżowce, które trzeba przeskoczyć. Kolejne wygrane pościgi oznaczają […]